Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
III: Hubert

III: Hubert

Na wstępie pragnę zauważyć, że nie sprawdzałam jeszcze błędów, dlatego będę bardzo, bardzo wdzięczna, jeśli zechcesz, Czytelniku, wymienić choć kilka z nich. Zakładając, że przebrniesz przez rozdział. Tymczasem nie przedłużam i gorąco zapraszam do lektury!

Muffinka




- Ten drugi trójkąt, na dole, wyszło ile?
- Trzy pierw…
- Źle!
- Pięć do potęgi ósmej!
- Dobrze, Marto. A więc temat dzisiejszej lekcji to…
- Gola, odczep się, kretynie!
- Psze pani, jaki był temat?
- Ej, byłeś wczoraj u Wojtka?
- Temat?
- Myślnik, rozwiązywanie zadań…

Zwierzyniec. Chaos i dżungla, istna anarchia. Zuzanna ziewnęła szeroko, opierając policzek na zaciśniętej pięści. Wpatrywała się w matematyczkę spojrzeniem osoby, do której przemawia się w nieznanym jej języku. Wyłapywała słuchem pojedyncze zdania krzyczane przed klasę, kontemplując bezmyślnie grafitową marynarkę i spódnicę w kratę kobiety, idealnie pasujące do jej ciemnych, choć siwiejących włosów. Zuzia już dawno przestała starać się cokolwiek wyłapać z ust skrzekliwej nauczycielki; hałaśliwa młodzież była o wiele głośniejsza. Dziewczyna zauważyła jednak po chwili, że mysia matematyczka patrzy wprost na nią natrętnym, wyczekującym wzrokiem.
- Słucham? – spytała zdezorientowana Zuzanna. Zdjęła pospiesznie nogi przyozdobione rajstopami w panterkę i rozwiązanymi, kanarkowymi trampkami z pustego krzesła obok.
- Do tablicy, panno...
- Jagielska – jęknęła. Kochała matematykę. Bezgranicznie. Jak mężczyzn.
- To wiadomości sprzed czterech lat, z Gimnazjum. Wysoki poziom miałaś w poprzedniej szkole?
- Normalny.
- Widziałam Twoje świadectwo i opinię dyrektora… Jeśli sobie nie poradzisz to ci pomogę.

Zuzanna wywróciła oczami, gdy nauczycielka wspomniała o “opinii dyrektora”. Nigdy nie była orłem matematycznym, domyślała się więc, co kierowniczka gdyńskiej szkoły mogła napisać na jej temat… Westchnęła, wstawszy z krzesła. Była niemalże pewna, że oto wpatruje się w nią kilkadziesiąt par oczu, choć gwar w klasie niewiele się obniżył. Mimo, że był to jej dopiero trzeci dzień nauki w tej szkole, klasa zdążyła przyzwyczaić się do obecności „nowej”. Tym bardziej, że nie okazała się ona specjalnie ciekawą osobistością. Ba, wręcz przeciwnie: siedziała w ostatniej ławce, bazgrząc coś w jednym i tym samym zeszycie przez wszystkie lekcje. Zuzia wiedziała, że już wyrobiła sobie opinię dziwaczki i podobało jej się to: miała spokój. Nie podobała jej się wizja rozmowy z „tym pokręconym punkiem z pierwszej ławki”, ani gronem „różowych idiotek spod okna”. Choć kilka z nich było całkiem ładnych… ”Mam za wysoki poziom&" pomyślała nastolatka, starając się nie myśleć w ten sposób o chichoczących do klasowego piłkarza dziewczynach.

Zuzia westchnęła w duchu, idąc ślamazarnie w kierunku tablicy koloru khaki. Jej własnej alegorii horroru, pełnej cyfr i pojedynczych „iksów” czy „igreków”, logicznych dla nastolatki tylko na lekcji języka polskiego. Nim jednak zdążyła odnaleźć kredę na metalowej półeczce tablicy, drzwi Sali zadrżały głośno.
- Czy mogę prosić Zuzę Jagielską? – Dziewczyna spojrzała z zachwytem w piwnych oczach na swojego „Uszatego” wychowawcę. Dopiero teraz, wraz z jego wejściem, w klasie zapadła idealna, przerażająca wręcz, cisza.
- Dobrze. Zuza, zrobisz…
- Zuzia!
- Zuzia, zrobisz wszystkie zadania ze strony dwudziestej. Zapamiętasz? Muszę wiedzieć czy potrzebujesz coś nadrobić. Zadanie z gwiazdką możesz sobie odpuścić.
- Tak, tak – rzuciła Zuzanna na wyjście i, z torbą na ramieniu, podążyła za Uszatym.

Prowadził ją w milczeniu różowym korytarzem na jego koniec. Czuła się trochę tak, jak gdyby w owej ostatniej Sali miała dowiedzieć się, że zostanie rozstrzelana. Zawsze jednak lepiej szybka, w miarę humanitarna śmierć z jedynym świadkiem w mordercy, niż matematyczne tortury na oczach skandującego tłumu. Zamknęły się za Zuzanną białe drzwi, a Uszaty usiadł na biurku i zdjął okulary.
- Jako jedyna w tej klasie ukończyłaś drugą liceum szóstką z polskiego na świadectwie.
- Aha… - odpowiedziała inteligentnie nastolatka. Stała wciąż przy drzwiach, nie chcąc zbliżać się do „łysego zboczeńca” jak myślała o nim, gdy tylko nie nazywała do „uszatym”.
- Przejdę do rzeczy…. Wysyłam cię na ogólnopolski, ba, międzynarodowy, od dwóch lat, konkurs dziennikarski.
- Ale ja nie mam dziennikarskiego wykształ…
- Żadne z wystartujących nie ma. Po prostu napiszesz artykuł.
- Super – wywróciła oczami, w głębi duszy głęboko zainteresowana. Nie miała jednak zamiaru okazywać tego nauczycielowi.
- Mimo to, najpierw wymagam stworzenia projektu wstępnego, w formie plakatu. Format: duży brystol.
- Na jaki temat?
- I artykuł, i plakat mają dotyczyć efektu placebo. Chyba wiesz co to takiego?
- Tak.
- Dobrze więc.
- To wszystko?
- Ależ nie, nie! Byłbym zapomniał… Jedna dziewczyna zgłosiła się na twoją partnerkę. Zgodziłem się i wpisałem ją na listę uczestników – ostatnie zdanie mężczyzna wypowiedział nieco dobitniej, patrząc na Zuzię z łagodnym uśmiechem. Ona widziała w nim jednak tylko i wyłącznie złośliwość.
- Agnieszka? – spytała Zuzia, choć znała już odpowiedź.
- Tak, ona. Bardzo jej na tym zależało… Zaprzyjaźniłyście się?
- Nie, przyczepiła się – warknęła ze złością. – Co ja będę z tego miała?
- Szóstkę z polskiego, za jakiekolwiek miejsce.
- I bez tej męczarni to osiągnę.
- Mogę mieć wpływ na twoją ocenę z matematyki i podnieść ją o jeden stopień.
- Dwa!
- Jeden.
- Niech będzie. Mogę już iść?
- Tak, tak… I dziękuję.

Zuzanna opuściła szybko salę, nie odpowiadając Uszatemu. Czuła, że zgoda na wspólne z Agą wykonanie projektu będzie kosztowało ją wiele nerwów, jednak było to warte matematycznego zachodu poświęcenie. Dobrze wiedziała, jaka czekałaby ją ocena końcowa. A tak, aż do samej matury, nie musiała się martwić o stopień: założywszy, że uda jej się zająć jakiekolwiek miejsce w konkursie, miała gwarantowaną dwójkę. A była pewna, że tak właśnie będzie, jeśli tylko „ta cała Agnieszka” jej tego nie utrudni.

Zuzia udała się na parter w celu zlokalizowania stołówki. Widziała ją wczoraj gdzieś w okolicach dolnego piętra a zbliżała się przerwa obiadowa, więc wypadało odnaleźć pomieszczenie. Tym bardziej, że matka wykupiła już pakiet obiadowy. Po kilkuminutowym kluczeniu wśród długich, kolorowych korytarzy, odnalazła w końcu duże, szklane drzwi. Przyłożyła dłoń do czoła zorientowawszy się, że znajdują się po prawej stronie od drzwi wejściowych, tak więc właściwie na samym widoku.
- Idiotka – mruknęła sama do siebie i, w chwili, w której wybuchł dzwonek na przerwę, otworzyła masywne drzwi. Momentalnie wyminęło ją grono licealistów i stworzyło ogromną kolejkę. Dziewczyna, zrezygnowana, poszła na jej koniec i oparła się plecami o ścianę.
- Cześć!
- Co ? Oh… - Zuzanna spojrzała na stojącą już za nią Agę. Jak zwykle, uśmiechała się promiennie i była wszędzie tam, gdzie Zuzia. – Cześć – odpowiedziała grzecznie i odwróciła się twarzą w kierunku długiej lady, a plecami do koleżanki.

Stołówka była bardzo duża, bądź przynajmniej tak zdawało się Zuzi: ta gdyńska zajmowała jakąś jedną trzecią tej powierzchni. Pomimo tego wydawały się równie zatłoczone; ustawione blisko siebie stoliki wielkości czterech szkolnych, dwuosobowych ławek, zostały już niemalże zupełnie zapełnione, nim Zuzia pojawiła się przy wyraźnie zmęczonej kucharce.
- Dzień dobry! – uśmiechnęła się do zaskoczonej kobiety. Nie wyglądała na przyzwyczajoną do rozmawiania z uczniami.
- Nie taki dobry – odpowiedziała, jednak wciąż z podejrzaną miną i dodała, nieco żywiej – nowa?
- Tak, od kilku dni.
- Masz kartę?
- Eee? – Zuzanna spojrzała na kobietę spłoszona. Nie ze względu na to, że nie rozumiała co do niej mówi, tylko przez Agę, która wyraźnie dyszała jej w kark, gadając coś non stop.
- Dowód wykupienia obiadów!
- Mam rachunek.
- Niech ci będzie… Daj mi go – kucharka w białym fartuchu otarła wierzchem dłoni czoło. Choć nie miała figury modelki to widać było, że w wieku Zuzanny z pewnością uchodziła za szkolną, jak nie miejską, piękność. Miała naturalne, niemalże złote loki i delikatne dołeczki w policzkach prawie pozbawionych zmarszczek, a cerę jak z reklamy kremów.
- Daj-mi-ten-rachunek!
- Ach tak, tak, przepraszam – Zuza zarumieniła się perliście, zdając sobie sprawę z tego, że wpatruje się w około czterdziestoletnią kobietę. Która nalewa jej zupę. Bądź coś, co ma ją przypominać. Odebrała z rąk poirytowanej kucharki talerz pełen brązowej mazi i odwróciła się w stronę stolików, zupełnie ignorując obecność Agnieszki.

W rogu między tylną ścianą a oknem dostrzegła niemal pusty stolik. Siedział tam tylko niski blondyn, na oko pierwszoroczny. Maczał kromkę chleba w talerzu z taką zawziętością i skupieniem, że nie zauważył nawet, gdy dosiadła się do niego Zuzanna. A chwilę później i Agnieszka.
- Spadaj – syknęła Zuza w stronę Agi. Ta tylko uśmiechnęła się promiennie, jak gdyby nie rozumiała polecenia i wgryzła się we wziętą z koszyka, stojącego na stoliku, kromkę chleba. Zuzanna wytrzeszczyła oczy na jej brak reakcji i, całkowicie zirytowana, utkwiła spojrzenie w biało-czerwonej ceracie, służącej za obrus.
- Czemu za mną łazisz? – warknęła wrogo.
- Lubię cię – odpowiedziała Agnieszka z pełnymi ustami. Nawet pomimo tego, jaką niechęcią darzyła ją Zuzia, musiała przyznać, że wyglądała co najmniej rozczulająco. Włosy upięła dziś mniej dokładnie niż co dzień, może ze względu na to, że nie podtrzymywały go japońskie szpile. Policzki miała mocno zaróżowione, a do wypłowiałych dżinsów założyła zieloną koszulkę z rysunkiem żółtej żaby, co dawało efekt dość niecodzienny w klasach maturalnych.
- A ja ciebie nie.
- Nie szkodzi!

Pierwszoklasista uniósł głowę znad talerza i spojrzał zdziwiony na dziewczęta. Wydawał się dopiero zdać sobie sprawę z ich obecności. Wyglądał dość osobliwie; efekt ten tworzył może strąk makaronu ciągnący się po jego brodzie, a może okulary w stylu Johna Lennona o szkłach grubości dna naczynia, który opróżnił. Był dość zdrowej budowy, ubrany we flanelową, granatową koszulę a krótkie włosy nieudolnie postawił „na żel”. ”Piękny okaz lamusa”, pomyślała Zuzanna, utkwiwszy w nim spojrzenie. Bynajmniej się z nim nie kryła.
- Czego? – warknął, niezbyt wrogim, bądź po prostu niemęskim, głosem. Obie dziewczyny spojrzały na siebie i wybuchły serdecznym śmiechem, na co chłopak uniósł tylko wysoko głowę i wyszedł ze stołówki sprężystym krokiem.
- To Hubert, jest z pierwszej a, największa szkolna ofiara i fan Star Wars.
- A ty jesteś Agnieszka z trzeciej ha i mam ochotę cię zatłuc.
- Z kolei tobie na imię Zuza. Udajesz wrogo nastawionego do świata, egoistycznego socjopatę, a ja wiem, że potrzebujesz przyjaciela.
- Jakie to głębokie! Spływaj.
- Zostawię ci mój numer. Zadzwoń dzisiaj.

Zuzia zamarła z łyżką przy ustach. Wpatrywała się zdumiona w dziewięć cyfr widniejących na ceracie i zgrabną, choć nie szczupłą, Agnieszkę, która zmierzała w stronę okienka zmywaka. Miała w chodzie jakąś taką niesamowitą grację… Zuzanna mruknęła niewyraźne przekleństwo pod nosem i założyła ręce za głowę. Czuła się zmęczona. Aga naraz doprowadzała do szału swoją promiennością i intrygowała. Było w niej coś, czego nie potrafiła zrozumieć: ta zaciętość, upartość tego, żeby ją poznać. I fakt, że była jedyną dziewczyną, która w żadnym stopniu jej nie pociągała, choć miała niebywale piękną twarz.

Dziewczyna wyciągnęła srebrną, rozsuwaną komórkę i spojrzała tępo w ekran. Nie chciała zapisywać tego numeru. Wklepała jednak ciąg cyfr z tak cierpiętniczą miną, jak gdyby przyszło jej przełknąć wyjątkowo gorzki syrop na kaszel.
- Nic nie mów – warknęła do słuchawki, gdy usłyszała w niej szkolny szum i miły jak u przedszkolanki głos Agi. – Dobra, jednak mów: palisz?
- Zależy co – zaśmiała się tamta. Zuzanna wywróciła oczami.
- Papierosy.
- Nie!
- To bądź za minutę w palarni.
- Mamy chemię!
- Masz być w palarni – powtórzyła, po czym rozłączyła się i spojrzała w talerz zupy o bliżej niezidentyfikowanym smaku. Umówiła się z nią. Jęknęła, topiąc kawałek chleba w posiłku.
- Ale dalej jej nie cierpię – uśmiechnęła się do siebie. Pełna optymizmu wstała, pozostawiwszy talerz na stoliku i podążyła do wyjścia, z czarną torbą na ramieniu.

Gdy mijała ostatni stolik, uczepiło się jej męskie spojrzenie, które odprowadziło białowłosą aż do samych drzwi.


Muffinka 8/12/2009 23:59:50 [Powrót] Zrecenzuj




Moim zdaniem super! Biore się do czytanie następnego rozdziału :)
princess-of-wolf 9/01/2010 15:47:19
| brak www IP: 82.160.23.89

Coś ta Aga zbyt nachalna. Nie chcę na razie nic oceniać, bo sprawnie rozwijasz akcję i nie rzucasz od razu wszystkiego na tacę. Więc cierpliwie poczekam na rozwój wydarzeń.
Co to Huberta, to u nas to fani Gwiezdnych Wojen trzymali władzę XD Ale to wszędzie jest inaczej.
I ciekawe cóż to za męskie spojrzenie.
Jak zwykle lekki, niemęczący styl bardzo mi się podobał. Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały.

Pozdrawiam
Foxglove
Foxglove 21/12/2009 14:43:15
| brak www IP: 83.22.47.101

nie swataj ich ze sobą, błagam. D:
to będzie takie... oklepane.
jezusowa. 13/12/2009 21:51:53
| brak www IP: 83.22.1.64

Stała wciąż przy drzwiach, nie chcąc zbliżać się do „łysego zboczeńca” jak myślała o nim, gdy tylko nie nazywała do „uszatym”. chyba nazywała "go"

Na nic więcej nie zwróciłam uwagi, ale to chyba dobrze, nie?
Ciekawe dlaczego ją Aga nie pociąga...może jest facetem? To był żart. W dodatku głupi i niesmieszny. never mind. Twojego bloga czytam z przyjemnością i czekam na kolejną notkę. nie będę pisać nic więcej, bo liczy się jakość komentarza a nie ilość.
Dzięki za wypisanie błędów. Poprawię je jak tylko pogodzę się z Hippeastrum. na razie zaręczyłam się z dołem psychicznym i nic pisać nie będę. czekam na notkę i pozdrawiam...
Alette
Alette 13/12/2009 16:56:44
| http://hippeastrum.blog4u.pl IP: zalogowany

podzielam tu zdanie mojej przedmówczyni. ;P co nie znaczy, że opowiadanie nie jest ciekawe. wprost przeciwnie. ;-) u mnie nowa notka, zapraszam. Abi.
Abigael 9/12/2009 16:48:44
| http://abigael.blog4u.pl IP: zalogowany

jezu...niech ja w koncu splawi...ta dziewczyna dzala mi juz na nerwy;/ moze i jest w pewnym sensie intrygujaca, ale to nie zmienia faktu ze mnie drazni....
i co ztym konkursem? chyba agnieszka nie popsuje go, co? i czy uszaty to naprawde zboczniec?
no dobra koniec czepainia...
hmm... do kogo nalezalo to spokrzenie? mam nadzieje ze do jakiegos super chlopaka^^
juz nie moge sie doczekac opisu jego wygladu...
Pozdrawiam i zycze weny;*
Inna 9/12/2009 11:13:00
| brak www IP: 83.142.201.146






13503
Michael Jackson?
O Muffince

Jesteś na blogu, będącym publikacją pisanego przeze mnie opowiadania pod tytułem "Placebo". Nazwa nie ma żadnego powiązania z jakąkolwiek grupą muzyczną, odnosi się do rzeczywistej definicji tego słowa. Poruszać będzie tematykę homoseksualnej miłości kobiet, a więc jeśli nie interesują Cię takie treści, czuj się ostrzeżony, ostrzeżona.


Ksiega Gości 1
Dodaj


Prolog
I: Mareczek
II: Aga
III: Hubert
IV: Bartek



.
jezusowa.blog4u.pl
.
niezwyczajnie-inna.blog4u.pl
whitesmile.blog4u.pl


ˆniedziela blog4u.pl da